Marta Nowik – “Szczęścia chodzą parami”
Już na wstępie chcę zaznaczyć, że książka jest idealna na chłodne, deszczowe wieczory. Jest lekka, w ogóle nie wymagająca. To taka książka do szybkiego przeczytania po ciężkim dniu.

Tosia jest główną bohaterką powieści. Mieszka ona w małej wsi, w której wszyscy się znają i jak jest taka potrzeba to sobie pomagają. Czytając odnosiłam wrażenie, że mieszkańcy tworzą jedną wielką rodzinę. Kobieta prowadzi Kącik Złamanych Serc i można powiedzieć, że jest psychologiem, powiernikiem a także i przyjaciółką w jednej osobie. Ma rzeszę stałych klientów a dodatkowo uwielbia swoją pracę. Niestety, ale pewnego dnia okazuje się, że w miasteczku pojawia się Strażak, który otwiera konkurencyjne Biuro. Tośka obawia się, że zacznie tracić klientów ale czy faktycznie tak będzie?
Życie głównej bohaterki nie jest usłane różami i mimo iż prowadzi Kącik Złamanych Serc to… jej serce również jest takie. Niestety, ale przez to co zrobił jej narzeczony Antosią ucieka sprzed ołtarza. Czy szczęście się do niej uśmiechnie? Trzeba trzymać za to kciuki, ponieważ w jej życiu pojawi się Maksymilian, kolega brata, który ma początkowo wyremontować altankę po babci, ale ich znajomość przerodzi się w przyjaźń, czy pójdą o krok dalej?
Podobała mi się ta książka mimo iż jest taką lekturą, której raczej się nie zapamięta, ale… fajnie było przy niej odpocząć po dniu pracy. Autorka ma lekki styl, więc wystarczył wieczór, abym zapoznała się z historią. Bohaterowie są dość ciekawie wykreowani, aż chciałoby się takich spotkać w prawdziwym życiu. Jeżeli oczekujecie jakichś zwrotów akcji, napięcia – tego tu nie otrzymacie, za to miło spędzicie czas śledząc losy bohaterów.
Minusy książki? Brak skupienia się na niektórych wątkach, coś zostało wspomniane i tyle… a fajnie byłoby rozbudować historię, skoro już się pisze o sąsiadach itp. Czytając opis myślałam, że cała książka będzie skupiona na Tosi a tu wychodzi na to, że to miks problemów i sytuacji – tak wszystkiego po trochu – trochę o niej, trochę o mieszkańcach. Tak trochę gryzła mi się kwestia prowadzenia jej działalności – kobieta z problemami w związku daje rady innym, którzy mają podobne problemy. Wątek z Maksymilianem również jest zbyt krótki. Miałam wrażenie, że on przychodzi tylko remontować altankę, kosić trawę i czasami zagada do bohaterki. Nic poza tym… na początku wydawało mi się to ok, ale gdy czytałam dalej stwierdzałam, że jednak powinno być między nimi nieco inaczej – więcej rozmów, spotkań, poznawania siebie (tu nie chcę za dużo pisać, aby nie zdradzać co i jak).
I mimo iż wymieniłam minusy, dalej twierdzę, że książka jest do przeczytania dla osób, które naprawdę niczego nie wymagają a lubią czytać i mają ochotę wziąć do ręki coś co zrelaksuje.

